Wakacje z językiem

kursDo wakacji pozostało 83 dni. Gdzie i jak je spędzić?. To pytanie zadaje sobie już sporo osób. A może ciekawą alternatywą byłyby „wakacje językowe”, coraz bardziej popularna forma spędzania wakacji czy też okresowych przerw w nauce, a tych w naszej polskiej szkole nie brakuje.

„Wakacje z językiem” to forma łącząca kurs językowy za granicą z klasycznym wypoczynkiem i zwiedzaniem obcego kraju.

Najważniejszy aspekt w takim wyjeździe to połączenie zwiedzania i poznawania obcego kraju oraz nauka języka obcego, która odbywa się spontanicznie i wszelkimi naszymi zmysłami.

Język „wchłaniamy” cały czas. Nie tylko na codziennych kilkugodzinnych zajęciach z lektorem ale też siedząc w restauracji , oglądając zabytki ,czy wygrzewając się na plaży lub przy hotelowym basenie. Wszędzie otacza nas obcy język i nie ma możliwości uniknięcia konieczności otwarcia ust i wypowiedzenia kilku potrzebnych słów. Nikt nam w tym nie pomoże. Nie ma tłumacza!. Nie ma pilota wycieczki! Nie ma rezydenta. W języku polskim nie porozmawiamy – nie będzie zwyczajnie z kim!

Najpopularniejsze „języki wakacyjne” to: angielski (ponad 60%), niemiecki (10%), francuski(10%), hiszpański (10%), włoski (5%).Z tego względu najczęściej wybierane destynacje w Europie to: Wielka Brytania (Londyn, Devon, Brighton), Malta (St. Julian’s i St. Paul’s bay), Francja (Paryż i Nicea), Niemcy (Frankfurt i Berlin), Włochy (Rzym i Florencja).

Liczba firm i biur turystycznych oferujących wakacje językowe stale rośnie a możliwość wykupienia ich  online jeszcze bardziej przyczynia się do popularyzacji tego sposobu spędzania wolnego czasu.

Na kursie językowym za granicą mamy szansę poznać ludzi z całego świata .Przebywanie w takim „zmiksowanym” towarzystwie sprawia ze efektywność nauki języka obcego jest wyjątkowo duża. To również szansa na międzynarodowe kontakty zarówno biznesowe jak i towarzyskie, które w przyszłości mogą okazać się bardzo wartościowe.

Bardzo ważny jest również sam aspekt turystyczny, czyli poznawanie kraju, jego mieszkańców, kultury, historii .Większość firm zajmujących się turystyką językową oferuje swoim kursantom liczne wycieczki fakultatywne. Ilość form rekreacji jest tu już tylko uzależniona od miejsca, które wybraliśmy na naukę języka jak i naszej własnej pomysłowości.

Wybierając ofertę wakacji językowych należy pamiętać o kilku zasadach:

1. Im więcej godzin nauki tym lepiej, min to 20 godzin języka tygodniowo,

2. Wakacje językowe w dużych miastach są droższe ale będzie ciekawiej i można sporo zyskać zarówno językowo jak i turystycznie,

3.Im mniej rodaków na kursie tym lepiej dla Ciebie.Przyjechałeś rozmawiać w obcym języku a nie po polsku,

4. Noclegi u miejscowych rodzin to okazja do podszkolenia języka i na 100% nie będziesz mieszkał z rodakami,

5. Ciekawa oferta zajęć dodatkowych na duży wpływ na efektywność nauki jak i ogólnie miłe spędzenie czasu.

Ceny wakacji językowych zależą oczywiście od wybranej destynacji, pory roku, formy kursu jak i wybranego zakwaterowania. Do kwoty doliczyć należy przelot i ubezpieczenie.

Wakacje językowe są droższe niż typowy wypoczynek jednak obecnie traktowane są jako długoletnia inwestycja w samego siebie, która z pewnością szybko się zwróci.

Tłumacz na targach

W powszechnej opinii praca tłumacza na targach to przyjemność i spory zastrzyk finansowy. Kilka przyjemnym dni w obcym kraju, dobrym hotelu, spędzonym na koszt organizatora stoiska targowego. Możliwość spotkania ciekawych ludzi, zdobycia nowych doświadczeń zawodowych. Wszystko wygląda bardzo ciekawie i miło.

Jednakże praca tłumacza na targach to przede wszystkim duży stres, niewyspanie i dyspozycyjność, rzadko ograniczająca się do 8 godzin dziennie. Kilkugodzinna obecność przy stoisku targowym z uśmiechem na twarzy i koniecznością skupienia się na poprawności językowej tłumaczonym rozmów biznesowych czy towarzyskich jest bardzo męcząca.

Do obowiązków tłumacza należy również często obecność na wydarzeniach towarzyszących targom: kolacjach, spotkaniach, biznesowych, czy imprezach towarzyszących.

Czas pracy tłumacza to nie tylko sam okres targów ale również czas przed targami poświęcony na przygotowaniu się do nich.

Konieczne jest zapoznanie się ze specyficznym słownictwem branżowym, rodzajem produktów oferowanych na stanowisku targowym. Takie przygotowanie tłumacza do targów jest niezmiernie ważne. Wysiłek ten może przynieść wiele korzyści handlowych w postaci nowych klientów oraz kontaktów.

Organizatorzy stoisk targowych winni zadbać o dobrą współpracę z tłumaczem bowiem jego rola w sprzedaży produktu firmy jest bardzo ważna.

Wakacje tłumacza

Nadeszła wiosna a z nią czas na rozpoczęcie intensywnego sezonu turystycznego a chwilę potem wakacyjnego leniuchowania.

Już starożytni ostrzegali przed zbytnią próżnością i lenistwem twierdząc, iż „otium sine litteris mors est et hominis vivi sepultura” – życie bez zajęć naukowych i literackich jest śmiercią i grobem żywego człowieka.

Trudno wyobrazić sobie życie bez chwil słodkiego nicnierobienia. Dla wielu osób są one niestety tylko w okresie urlopu. Jednak wakacyjny odpoczynek tłumacza-turysty nie jest już taką oczywistością.

Nie ma nic przełomowego w stwierdzeniu, iż spora liczba polskich turystów odpoczywających w kurortach świata zna jedynie język ojczysty i wymaga, by się do nich zwracać w tym języku. Nie ważne czy są we Francji, Grecji, czy Egipcie.

Niestety, tacy turyści szybko się rozczarowują w chwili, gdy sylabizując („patrz mi na usta”) polskie wyrazy, próbują porozumieć się z obsługa hotelową, sklepową czy lotniskową.

I wtedy nasi zaradni rodacy rozpoczynają „polowanie” na tłumacza na wakacjach. Wystarczy nieopatrznie zdradzić choć trochę swoje umiejętności językowe, a już wkrótce ustawia się do nas kolejka turystów z prośbą o załatwienie różnych spraw z „nic nie rozumiejącymi tubylcami”.

Mamy więc : załatwienie nowych ręczników, pytanie o wynajem auta, targowanie się w sukach, tłumaczenie objawów przejedzenia w czasie wizyty u lekarza itd. itp.

Oczywiście, drobne przysługi tłumacza-turysty mogą go jedynie wybić z rytmu odpoczywania i nicnierobienia ale bardzo mocno „ustawić” towarzysko.

Gorzej gdy nasz tłumacz-turysta „uczulony językowo” nerwowo nie wytrzymuje i zaczyna poprawiać bądź dopowiadać odpowiednie słowa czy fragmenty do wypowiedzi np. miejscowych przewodników – wtedy właśnie zaczyna się droga do jego zguby.

Bowiem szybko w całej sytuacji orientuje się przewodnik lokalny i zwraca się z prośbą o dalsze tłumaczenie jego wypowiedzi. I tak z urlopu tłumacza pozostaje mgliste wspomnienie, bo znów tłumaczy i to za darmo. A w chwilach wolnych od przekładu są oczywiście „przysługi dla rodaków”.

Pamiętajmy że „dulcis est somnus operanti” – słodki jest sen dla pracującego, należy się również tłumaczowi-turyście. Uczmy się języków obcych lub zaopatrzmy się chociaż w mini rozmówki dla danego kraju. Radźmy sobie sami, przecież Polacy z tego słyną.

Thank you from the mountains

W ciągu kilkunastu lat od chwili powstania Google stał się nieodłącznym elementem naszego życia w Sieci, nieomal utożsamiany jest z samym Internetem jako takim.

Mówimy: „Sprawdzę w Internecie”, a tak naprawdę „Sprawdzę w Google” lub potocznie „Wygoogluje”  po czym wpisujemy interesujące nas  słowo lub zagadnienie w okienko wyszukiwarki, a ta w odpowiedzi wyświetla, co znalazła – czasem kilka stron, ale częściej kilka tysięcy albo kilka milionów.

To narzędzie staje się pomału arbitrem w wielu sprawach również w tłumaczeniach.

Dzięki Google tłumaczenie stało się proste i łatwe  i wydawać by się mogło, że każdy może zostać tłumaczem i z pomocą wyszukiwarki przetłumaczyć każdy tekst.

Nic bardziej mylnego. Czytaj dalej Thank you from the mountains