Wakacje tłumacza

Nadeszła wiosna a z nią czas na rozpoczęcie intensywnego sezonu turystycznego a chwilę potem wakacyjnego leniuchowania.

Już starożytni ostrzegali przed zbytnią próżnością i lenistwem twierdząc, iż „otium sine litteris mors est et hominis vivi sepultura” – życie bez zajęć naukowych i literackich jest śmiercią i grobem żywego człowieka.

Trudno wyobrazić sobie życie bez chwil słodkiego nicnierobienia. Dla wielu osób są one niestety tylko w okresie urlopu. Jednak wakacyjny odpoczynek tłumacza-turysty nie jest już taką oczywistością.

Nie ma nic przełomowego w stwierdzeniu, iż spora liczba polskich turystów odpoczywających w kurortach świata zna jedynie język ojczysty i wymaga, by się do nich zwracać w tym języku. Nie ważne czy są we Francji, Grecji, czy Egipcie.

Niestety, tacy turyści szybko się rozczarowują w chwili, gdy sylabizując („patrz mi na usta”) polskie wyrazy, próbują porozumieć się z obsługa hotelową, sklepową czy lotniskową.

I wtedy nasi zaradni rodacy rozpoczynają „polowanie” na tłumacza na wakacjach. Wystarczy nieopatrznie zdradzić choć trochę swoje umiejętności językowe, a już wkrótce ustawia się do nas kolejka turystów z prośbą o załatwienie różnych spraw z „nic nie rozumiejącymi tubylcami”.

Mamy więc : załatwienie nowych ręczników, pytanie o wynajem auta, targowanie się w sukach, tłumaczenie objawów przejedzenia w czasie wizyty u lekarza itd. itp.

Oczywiście, drobne przysługi tłumacza-turysty mogą go jedynie wybić z rytmu odpoczywania i nicnierobienia ale bardzo mocno „ustawić” towarzysko.

Gorzej gdy nasz tłumacz-turysta „uczulony językowo” nerwowo nie wytrzymuje i zaczyna poprawiać bądź dopowiadać odpowiednie słowa czy fragmenty do wypowiedzi np. miejscowych przewodników – wtedy właśnie zaczyna się droga do jego zguby.

Bowiem szybko w całej sytuacji orientuje się przewodnik lokalny i zwraca się z prośbą o dalsze tłumaczenie jego wypowiedzi. I tak z urlopu tłumacza pozostaje mgliste wspomnienie, bo znów tłumaczy i to za darmo. A w chwilach wolnych od przekładu są oczywiście „przysługi dla rodaków”.

Pamiętajmy że „dulcis est somnus operanti” – słodki jest sen dla pracującego, należy się również tłumaczowi-turyście. Uczmy się języków obcych lub zaopatrzmy się chociaż w mini rozmówki dla danego kraju. Radźmy sobie sami, przecież Polacy z tego słyną.

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Zobacz również:

Dodaj komentarz